Targowisko w San Cristóbal de las Casas to bardzo urokliwe miejsce. Podoba się głównie turystom, którzy chcieliby zaopatrzyć się w jakieś ładne pamiątki lub prezenty dla znajomych. Wybór rzeczywiście jest ogromny. Wisiorki, bransoletki, kolczyki, naszyjniki i korale, to tylko niektóre elementy biżuterii, którą można tam kupić. Poza tym są kolorowe szale, poncza, serwety, swetry oraz czapki. Do tego dochodzi jeszcze asortyment prezentujący kulturę Majów (a więc wszelkiego rodzaju maski, figurki, wyroby z obsydianu, kolorowe malowidła itp.). Nie brakuje także ręcznie robionych miniaturek, przedstawiających Zapatystów – rewolucjonistów ze stanu Chiapas, których idee są nadal żywe wśród miejscowej ludności.
Należy również zauważyć, że wszystkie te wyroby są naprawdę bardzo tanie. Sprzedają je głównie biedni Indianie, a ceny są czasami wielokrotnie niższe niż np. na Jukatanie. Mało tego. O każdą, najmniejszą nawet rzecz, można się jeszcze targować. Jednym słowem, kupuje się bardzo dużo za bardzo mało. Można powiedzieć, że to raj dla kupujących.
Wystarczy jednak udać się na targowisko bardzo wcześnie rano (tuż po wschodzie słońca), aby przekonać się, że z rajem miejsce to ma niewiele wspólnego. Ci ludzie są naprawdę bardzo biedni. Niektórzy z nich śpią w miejscu gdzie sprzedają swoje wyroby, czyli na betonowej płycie chodnikowej. Otoczeni swym dobytkiem przeznaczonym na handel oraz unoszącą się w powietrzu nadzieją. Nadzieją, że następnego dnia przyjdą tu turyści, którzy kupią jakiś wisiorek, serwetę, czy też ręcznie zdobiony pasek do spodni. Kupią za niewielką przecież cenę, często nie współmierną do pracy i wysiłku jaką ludzie ci wkładają w wykonanie rzeczy przeznaczonych na handel.
Kiedy poszedłem tam następnego dnia, nie miałem już siły i ochoty się targować. Nie chciałem po prostu.




Komentarze
Prześlij komentarz