Przejdź do głównej zawartości

List od Świętego Mikołaja

Od kiedy pamiętam, zawsze przed Bożym Narodzeniem wysyłałem listy do Świętego Mikołaja. W tym roku, pierwszy raz w życiu dostałem odpowiedź! Długo zastanawiałem się, czy się do tego przyznać i komukolwiek o tym opowiedzieć. Czy to nie obciach przypadkiem? Ale co tam. W końcu to jest jedyny taki dzień w roku, w którym to podobno nawet zwierzęta ludzkim głosem gadają. Niechaj zatem będzie. Oto, co mi napisał Mikołaj:


Drogi Rafale!

Bardzo serdecznie dziękuję Ci za długi i obfitujący w papier list. Razem z dwoma załącznikami wyszło w sumie ponad dwanaście stron! Nie wiem czy wiesz, ale ja mam już od jakiegoś czasu adres mailowy do biura i w razie czego, to możesz maile do mnie pisać bez problemu. Zawsze to mniejsze marnotrawstwo papieru i dzięki temu, kilka drzew w Puszczy Amazońskiej ocalić możesz.

Piszę do Ciebie, ponieważ nie mogę niestety spełnić w tym roku żadnej z Twoich próśb. Zarówno z listy głównej (załącznik nr 1), ani z tej zastępczo – zapasowej (załącznik nr 2). Muszę przyznać, że 16 pozycji na pierwszej i 21 na drugiej liście, naprawdę robi wrażenie. Wszystkie elfy i śnieżynki Twój list sobie kopiowały, żeby mieć co potem rodzinie w domu pokazywać.

Z przykrością muszę Ci napisać, że rok ten jest dla mnie wyjątkowo trudny. Kłopoty finansowe w strefie euro i szalejący po świecie kryzys, doprowadziły mnie na skraj bankructwa. Renifery poszczą już czwarty tydzień. Sanie się powoli rozpadają i nie ma pieniędzy nawet na nowe płozy. Stary skuter już dawno stoi bezużyteczny ze względu na zabójcze ceny benzyny. Nie mam zatem dobrych wiadomości dla Ciebie.

Nie mogę przynieść Ci tego, nowego modelu Ferrari, o który prosiłeś w liście. I nie dlatego, że się przez komin nie zmieści. Swoją drogą, to dziękuję za podanie dokładnego adresu, numeru miejsca parkingowego i wytłumaczenie, na którym drzewie wisi kluczyk do pachołka, abym mógł spokojnie i bez przeszkód zaparkować Ferrari przed Twoim domem i nie musiał pchać się z nim przez komin. (A tak na marginesie: Mikołaj ma swoje sposoby, żeby przepchnąć samochód przez każdy komin, także Twoja obawa, że się w trakcie przepychania lakier porysuje, była nieuzasadniona).

Nie dostaniesz również wypasionego zestawu hi-fi, biletu lotniczego na Bora-Bora, jachtu, żaglówki, ani kajaka nawet. Nie przyniosę Ci walizki z dolarami, funtami, frankami, a z euro to już w ogóle nie masz o czym marzyć. Nie mogę sprawić, żeby ta ładna dziewczyna z sąsiedniego bloku się w Tobie zakochała, ani tego, żeby akurat w dniach Twojego urlopu deszcz nie padał nad morzem.

W tym roku nie dostaniesz nawet ostatniej pozycji ze swojej długiej listy życzeń. Nie mam w magazynie kolekcjonerskiego wydania albumu „Achtung Baby” U2. Ba! Nie mam nawet wydania niekolekcjonerskiego. Interesujesz się muzyką, dlatego w ramach pocieszenia przesyłam Ci kasetę zespołu Papa Dance, którą jeden z moich pomocników znalazł ostatnio gdzieś na strychu.

Ja wiem, co sobie teraz o mnie z pewnością pomyślisz. Że kiedyś to Mikołaj był fajniejszy. Jak się o coś w liście poprosiło, to zawsze prośby wszystkie spełniał i nie marudził. Niestety, czasy się zmieniły i Mikołaj też musiał. Jedno się tylko nie zmieniło, mój drogi Rafale. Kiedyś byłeś młody i głupi. Młodość minęła, a…

Wesołych Świąt!
Św. Mikołaj

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Wybory, naga Indianka i bębenek

Przy okazji zbliżających się wyborów, przypomniała mi się taka oto historia. Otóż… wziąłem udział w nietypowym wiecu politycznym. Do dzisiaj nie wiem, czy to był wiec poparcia, czy też może protestu i niezadowolenia. Ale o szczegółach za chwilę. Rzecz wydarzyła się w 2007 roku w Mexico City. Osiem osób z naszej dziesięcioosobowej ekipy (z którą włóczyłem się po Meksyku przez trzy tygodnie), pojechało do muzeum Fridy. Ja i Grzesiek mieliśmy inne plany i postanowiliśmy połazić trochę po okolicy. To był nasz ostatni dzień pobytu w tym mieście i późnym wieczorem mieliśmy pojechać autobusem do Oaxaca. Z Grześkiem zakumplowałem się już na początku wyprawy. Nie znaliśmy się wcześniej. Ja byłem tuż po studiach, a Grzesiek był panem w średnim wieku. Miał żonę, syna i był właścicielem małego hotelu w Gdyni. Poza tym, zajmował się graniem na giełdzie w Tokio, Londynie i Nowym Jorku. Robił też jakieś interesy z Chińczykami. Połączyło nas wspólne zamiłowanie do włóczęgostwa (lub jak kto woli włóczy...

Billingi, rakiety kosmiczne i mariachi

Pracuję zdalnie w moim pokoju, okno otwarte na oścież bo gorąco i nagle słyszę krzyk: - Marlena! Marleeenaaa! Wyglądam przez to okno i widzę, że jakiś człowiek stoi pod naszym blokiem i się drze: - Marlenaaa! Przepraszam! No nie bądź taka! Długo to jednak nie potrwało, bo sąsiad spod 12 (pan Mikołaj) wychylił się przez balkon i w kilku niecenzuralnych słowach kazał krzyczącemu przestać. Pan Mikołaj nie jest bynajmniej kojarzony u nas ze świętością i prezentami. Jego przeszłość i wygląd budzą strach nawet u największych twardzieli (ale o tym może innym razem). Krzykacz szybko zakończył swoją nieudaną serenadę i uciekł. Zdarzenie to, nie zwróciłoby mojej szczególnej uwagi, gdyby nie fakt, że dwa dni później dowiedziałem się, za co ten krzyczący próbował przeprosić. Nie to, żebym jakoś specjalnie szukał takich informacji, ale podczas wizyty w warzywniaku, usłyszałem jak opowiadała o tym pani Kretowska. Tylko nie pomyślcie sobie, że podsłuchiwałem. Przebywając w promieniu kilku metrów od p...

Fryzjer

Byłem jakiś czas temu u fryzjera. Mały, jednoosobowy zakład w okolicznej miejscowości. Strzyżenie tylko męskie, a organizacja pracy w starym stylu. Nie ma zapisów i umawiania się na konkretną godzinę. Idziesz i czekasz w kolejce. Jak masz szczęście i jest mało osób, to siadasz na kanapie. Jak jest więcej niż cztery, to stoisz pod ścianą. Może niezbyt wygodnie, ale za to solidnie i tanio. Pojechałem tam od razu po pracy. Było już późne popołudnie, a wewnątrz cztery osoby oczekujące. Wchodzę zatem do środka i pytam: - Można jeszcze dzisiaj? Fryzjer zerknął na mnie jednym okiem (drugie cały czas patrzyło na głowę obecnie strzyżonego klienta), zmierzył mnie od dołu do góry i rzucił krótko od niechcenia: - Można. Stanąłem pod ścianą, wyciągnąłem książkę z plecaka i zacząłem czytać. Na kanapie siedział jakiś młody chłopak, wielki facet ze złotym łańcuchem na szyi oraz dwóch starszych panów (jeden z laską, a drugi bez). Młody chłopak i facet z łańcuchem patrzyli w telefony, a starsi panowie p...