Przejdź do głównej zawartości

Przyciemnione slipy – ukryty wąż

Zacznę dwoma cytatami: „Są rzeczy na niebie i ziemi, o których się nawet filozofom nie śniło” (Szekspir), „ale ja się pytam, dlaczego większość z nich jest w Polsce?” (Bałtroczyk). Czasami wydaje mi się, że jesteśmy w tej sprawie niezrównanym potentatem, hegemonem wręcz światowym! A na pewno liderem w produkcji rzeczy, których filozofowie wyśnić nie potrafią.


„HŁA HŁA DE SIAŁO NEJKU ŁO HO HO HO.” Wiedzą Państwo co to jest? Wiem, że może trudno w to uwierzyć, ale to jest pierwszy wers refrenu piosenki „Majteczki w kropeczki” zespołu Bayer Full, śpiewanej w języku chińskim (oczywiście zapis jest fonetyczny, bo tych krzaczków, kreseczek i mrówek to ja pisać nie potrafię).


O tym, że Sławomir Świerzyński uczy się chińskiego, ponieważ zamierza wyruszyć wraz z zespołem na podbój rynku muzycznego Państwa Środka, wiedziałem już od dawna. Ale wcześniej puściłem tę historię mimo uszu. Ot, chcą sobie trochę zarobić i tyle. Ale ostatnio miałem okazję zobaczyć i usłyszeć chińską wersję jednego z największych hitów disco – polo. Muzyka praktycznie nie zmieniona, ale za to słowa refrenu: „Hła hła de siało nejku ło ho ho ho”. No czad normalnie nie z tej ziemi! I jakie tłumy pod sceną! Chińczycy byli naprawdę zachwyceni. I mówi się, że polskie zespoły nie potrafią zrobić kariery za granicą. Jak się chce, to wszystko można.


W moim ulubionym barze z chińskim jedzeniem, na ścianie wisi ogromny, plazmowy telewizor. Kiedy bym tam nie poszedł (a bywam dosyć często), na ekranie zawsze wyświetlane są jakieś programy muzyczne. Zupełnie jak we włoskiej telewizji satelitarnej. Albo teleturnieje, albo relacje z festiwali typu Sanremo. Na szczęście, jedzenie w barze jest przepyszne, dlatego mimo bolących uszu, dzielnie obraz i dźwięk wydobywający się z telewizora znoszę.


Pewnego dnia, zapytałem panią, która w barze tym pracuje, o czym jest piosenka, aktualnie na plazmie wyświetlana. Pani powiedziała, że to stara, ludowa pieśń o Wojowniku – Czarnym Smoku. Piosenkarz, który ją śpiewa to Hudżin Hao Tao (nie wiem jak to się piszę, ale jego imię i nazwisko tak mniej więcej właśnie brzmiało). To co słyszymy, to nowoczesna, bardziej popowa wersja tej starej pieśni.


Tak sobie pomyślałem. Skoro Bayer Full mógł pojechać do Chin, to może Hudżin Hao Tao mógłby przyjechać do Polski? Taka sprawiedliwa wymiana. Oczywiście Hudżin musiałby zaśpiewać po polsku. Nie ma łatwo. Skoro Świerzyński może po chińsku… Tylko obawiam się, że historia o Wojowniku – Czarnym Smoku u nas by się za bardzo nie sprzedała. No bo kto tu niby u nas w Polsce jakiego smoka kiedy widział? Ale jakby tak do kropeczkowo – majteczkowej melodii coś ułożyć? No i smoka na węża przerobić! Też gad, ale zdecydowanie bardziej u nas popularny.


Proponuję zatem zmienić nieco tekst chińskiej piosenki i do polskich warunków ją bardziej przystosować. Panie i Panowie. Oto piosenka pt. „Przyciemnione slipy – ukryty wąż”. Wykonawca: Hubert Mało Dało.


W ciemnych to czeluściach ŁO HO HO HO

W obcisłych bezguściach ŁO HO HO HO

Wąż mieszka ukryty ŁO HO HO HO

Za dnia jest zakryty ŁO HO HO HO


Lecz gdy noc się zbliża, wychodzi na łów

Ofiarę znajduje i chowa się w rów



拜拜。

拉法奥 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Wybory, naga Indianka i bębenek

Przy okazji zbliżających się wyborów, przypomniała mi się taka oto historia. Otóż… wziąłem udział w nietypowym wiecu politycznym. Do dzisiaj nie wiem, czy to był wiec poparcia, czy też może protestu i niezadowolenia. Ale o szczegółach za chwilę. Rzecz wydarzyła się w 2007 roku w Mexico City. Osiem osób z naszej dziesięcioosobowej ekipy (z którą włóczyłem się po Meksyku przez trzy tygodnie), pojechało do muzeum Fridy. Ja i Grzesiek mieliśmy inne plany i postanowiliśmy połazić trochę po okolicy. To był nasz ostatni dzień pobytu w tym mieście i późnym wieczorem mieliśmy pojechać autobusem do Oaxaca. Z Grześkiem zakumplowałem się już na początku wyprawy. Nie znaliśmy się wcześniej. Ja byłem tuż po studiach, a Grzesiek był panem w średnim wieku. Miał żonę, syna i był właścicielem małego hotelu w Gdyni. Poza tym, zajmował się graniem na giełdzie w Tokio, Londynie i Nowym Jorku. Robił też jakieś interesy z Chińczykami. Połączyło nas wspólne zamiłowanie do włóczęgostwa (lub jak kto woli włóczy...

Billingi, rakiety kosmiczne i mariachi

Pracuję zdalnie w moim pokoju, okno otwarte na oścież bo gorąco i nagle słyszę krzyk: - Marlena! Marleeenaaa! Wyglądam przez to okno i widzę, że jakiś człowiek stoi pod naszym blokiem i się drze: - Marlenaaa! Przepraszam! No nie bądź taka! Długo to jednak nie potrwało, bo sąsiad spod 12 (pan Mikołaj) wychylił się przez balkon i w kilku niecenzuralnych słowach kazał krzyczącemu przestać. Pan Mikołaj nie jest bynajmniej kojarzony u nas ze świętością i prezentami. Jego przeszłość i wygląd budzą strach nawet u największych twardzieli (ale o tym może innym razem). Krzykacz szybko zakończył swoją nieudaną serenadę i uciekł. Zdarzenie to, nie zwróciłoby mojej szczególnej uwagi, gdyby nie fakt, że dwa dni później dowiedziałem się, za co ten krzyczący próbował przeprosić. Nie to, żebym jakoś specjalnie szukał takich informacji, ale podczas wizyty w warzywniaku, usłyszałem jak opowiadała o tym pani Kretowska. Tylko nie pomyślcie sobie, że podsłuchiwałem. Przebywając w promieniu kilku metrów od p...

Fryzjer

Byłem jakiś czas temu u fryzjera. Mały, jednoosobowy zakład w okolicznej miejscowości. Strzyżenie tylko męskie, a organizacja pracy w starym stylu. Nie ma zapisów i umawiania się na konkretną godzinę. Idziesz i czekasz w kolejce. Jak masz szczęście i jest mało osób, to siadasz na kanapie. Jak jest więcej niż cztery, to stoisz pod ścianą. Może niezbyt wygodnie, ale za to solidnie i tanio. Pojechałem tam od razu po pracy. Było już późne popołudnie, a wewnątrz cztery osoby oczekujące. Wchodzę zatem do środka i pytam: - Można jeszcze dzisiaj? Fryzjer zerknął na mnie jednym okiem (drugie cały czas patrzyło na głowę obecnie strzyżonego klienta), zmierzył mnie od dołu do góry i rzucił krótko od niechcenia: - Można. Stanąłem pod ścianą, wyciągnąłem książkę z plecaka i zacząłem czytać. Na kanapie siedział jakiś młody chłopak, wielki facet ze złotym łańcuchem na szyi oraz dwóch starszych panów (jeden z laską, a drugi bez). Młody chłopak i facet z łańcuchem patrzyli w telefony, a starsi panowie p...