Przejdź do głównej zawartości

Odyseja 2012

Na koniec roku, zwykle przygotowuje się wszelkiego rodzaju podsumowania. Na początku roku, często przeczytać możemy różnorakie prognozy i przewidywania. Postanowiłem połączyć jedno z drugim. Napisałem podsumowanie, które właściwie powinno zostać opublikowane 31 grudnia 2012 roku. Czyli dopiero w przyszłości. A skoro w przyszłości, tzn., że podsumowanie to jest jednocześnie prognozą. Oto subiektywny wybór najważniejszych haseł, postaci i wydarzeń A.D. 2012:


Adam Małysz.

Był to pierwszy sezon skoków narciarskich bez Adama Małysza. Nasz „polski orzeł”, zamienił narty do skakania na samochód terenowy i wyruszył do Ameryki Południowej, aby wziąć udział w rajdzie Dakar. Organizatorzy Pucharu Świata w Zakopanem, tak bardzo obawiali się niskiej frekwencji na widowni, że poprosili wielkiego mistrza z Wisły, aby uświetnił swoją obecnością tę imprezę. Adam Małysz, ku uciesze tysięcy kibiców zgromadzonych pod skocznią i milionów przed telewizorami, wykonał skok z Wielkiej Krokwi siedząc za kółkiem swojego terenowego porsche cayenne. Sędziowie, ten niezwykły wyczyn starego mistrza, ocenili na 195 punktów (minus 17 za wiatr pod koła). Niestety, nie udało się wylądować telemarkiem.


Koncerty.

To był niezwykły rok dla fanów muzyki w Polsce. W lutym, w warszawskiej Sali Kongresowej zagrał Sting. W kwietniu: Chris Botti (również w Kongresowej), a także Michael Buble (w Ergo Arenie). W lipcu wystąpili: Björk (Open’er Festival), Roxette (Ergo Arena), a także Red Hot Chili Peppers (Impact Festival na warszawskim Bemowie). Wrzesień należał do Coldplay. Chris Martin i spółka mieli zagrać na Stadionie Narodowym, ale niestety obiekt został zamknięty po Euro 2012. Przypomnijmy, że w trakcie meczu Grecja – Rosja, na boisko wtargnął roznegliżowany kibic i na stadionie nagle zapadła się murawa. Szczegółowe badania techniczne, wykonane po meczu, wykryły poważną wadę konstrukcyjną. Okazało się, że murawa nie wytrzymuje dużych obciążeń. Na boisku nie może przebywać więcej niż 23 chłopa (nawet roznegliżowanych) plus piłka. Ostatecznie Coldplay zagrali w Centrum Hal Targowych Marywilska 44.


Kryzys.

Słowo to, odmieniane przez wszystkie przypadki, było najczęściej wypowiadanym słowem w minionym roku. Kryzysem wszyscy wszystkich straszyli i o kryzysie wszyscy ze wszystkimi rozmawiali. Doszło nawet do tego, że kryzysem wykręcano się niekiedy od małżeństwa. – Czy bierzesz tę kobietę za żonę i ślubujesz jej... – Nie mogę, kryzys jest. Zmieniono również interpretację piosenki „Kryzysowa narzeczona” zespołu Lady Pank.


Euro 2012.

Miała być grupa marzeń, a wyszła grupa śmiechu. Po przegranej z Grecją, zwycięstwie z Rosją i remisie z Czechami, reprezentacja Polski zdobyła 4 punkty. Pech chciał, że we wszystkich spotkaniach naszej grupy padały podobne wyniki (wygrane 1:0, remisy 0:0, porażki 0:1) i o tym, które drużyny wyjdą z grupy, miał zadecydować ślepy los. Ale najpierw postanowiono wylosować osobę, która rzuci potem monetą. W jej ręce, miały zostać złożone nadzieje kibiców i piłkarzy na dalszy udział w turnieju. Zgłosiło się wielu celebrytów, polityków, gwiazd kina oraz polskiej piosenki. Komputer wylosował… Edytę Górniak! 


Koniec świata.

Nie udało się w roku 2000, więc wszyscy liczyli po cichu, że tym razem, to już się nareszcie powiedzie. Dokładnie 21 grudnia 2012 roku, miał nadejść hucznie zapowiadany Armagedon, a wraz z nim, kres naszych kłopotów oraz zmartwień. Koniec świata w tym akurat dniu przewidzieli Majowie i zapisali to w swoim słynnym kalendarzu. Do dziś wszyscy poruszeni jesteśmy historią pana Zdzisława z Wilanowa, który tak bardzo chciał zobaczyć koniec świata siedząc w „pierwszym rzędzie”, że sprzedał wszystko co miał i poleciał do Meksyku. Najpierw przehulał wszystkie pieniądze, pijąc drinki i grając w pokera w Acapulco, a potem (dokładnie w dn. 21.12.2012) wdrapał się na sam czubek najwyższej piramidy w Chichén Itzá, aby w pradawnym mieście Majów, spokojnie obserwować sobie długo wyczekiwany koniec wszystkiego. No i siedzi biedaczek tam do dziś. Zastanawia się, jak wytłumaczyć żonie, że nie mają już: mieszkania, samochodu, lodówki, pralki, odkurzacza… 


No cóż. Niech żyje 2012!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Wybory, naga Indianka i bębenek

Przy okazji zbliżających się wyborów, przypomniała mi się taka oto historia. Otóż… wziąłem udział w nietypowym wiecu politycznym. Do dzisiaj nie wiem, czy to był wiec poparcia, czy też może protestu i niezadowolenia. Ale o szczegółach za chwilę. Rzecz wydarzyła się w 2007 roku w Mexico City. Osiem osób z naszej dziesięcioosobowej ekipy (z którą włóczyłem się po Meksyku przez trzy tygodnie), pojechało do muzeum Fridy. Ja i Grzesiek mieliśmy inne plany i postanowiliśmy połazić trochę po okolicy. To był nasz ostatni dzień pobytu w tym mieście i późnym wieczorem mieliśmy pojechać autobusem do Oaxaca. Z Grześkiem zakumplowałem się już na początku wyprawy. Nie znaliśmy się wcześniej. Ja byłem tuż po studiach, a Grzesiek był panem w średnim wieku. Miał żonę, syna i był właścicielem małego hotelu w Gdyni. Poza tym, zajmował się graniem na giełdzie w Tokio, Londynie i Nowym Jorku. Robił też jakieś interesy z Chińczykami. Połączyło nas wspólne zamiłowanie do włóczęgostwa (lub jak kto woli włóczy...

Billingi, rakiety kosmiczne i mariachi

Pracuję zdalnie w moim pokoju, okno otwarte na oścież bo gorąco i nagle słyszę krzyk: - Marlena! Marleeenaaa! Wyglądam przez to okno i widzę, że jakiś człowiek stoi pod naszym blokiem i się drze: - Marlenaaa! Przepraszam! No nie bądź taka! Długo to jednak nie potrwało, bo sąsiad spod 12 (pan Mikołaj) wychylił się przez balkon i w kilku niecenzuralnych słowach kazał krzyczącemu przestać. Pan Mikołaj nie jest bynajmniej kojarzony u nas ze świętością i prezentami. Jego przeszłość i wygląd budzą strach nawet u największych twardzieli (ale o tym może innym razem). Krzykacz szybko zakończył swoją nieudaną serenadę i uciekł. Zdarzenie to, nie zwróciłoby mojej szczególnej uwagi, gdyby nie fakt, że dwa dni później dowiedziałem się, za co ten krzyczący próbował przeprosić. Nie to, żebym jakoś specjalnie szukał takich informacji, ale podczas wizyty w warzywniaku, usłyszałem jak opowiadała o tym pani Kretowska. Tylko nie pomyślcie sobie, że podsłuchiwałem. Przebywając w promieniu kilku metrów od p...

Fryzjer

Byłem jakiś czas temu u fryzjera. Mały, jednoosobowy zakład w okolicznej miejscowości. Strzyżenie tylko męskie, a organizacja pracy w starym stylu. Nie ma zapisów i umawiania się na konkretną godzinę. Idziesz i czekasz w kolejce. Jak masz szczęście i jest mało osób, to siadasz na kanapie. Jak jest więcej niż cztery, to stoisz pod ścianą. Może niezbyt wygodnie, ale za to solidnie i tanio. Pojechałem tam od razu po pracy. Było już późne popołudnie, a wewnątrz cztery osoby oczekujące. Wchodzę zatem do środka i pytam: - Można jeszcze dzisiaj? Fryzjer zerknął na mnie jednym okiem (drugie cały czas patrzyło na głowę obecnie strzyżonego klienta), zmierzył mnie od dołu do góry i rzucił krótko od niechcenia: - Można. Stanąłem pod ścianą, wyciągnąłem książkę z plecaka i zacząłem czytać. Na kanapie siedział jakiś młody chłopak, wielki facet ze złotym łańcuchem na szyi oraz dwóch starszych panów (jeden z laską, a drugi bez). Młody chłopak i facet z łańcuchem patrzyli w telefony, a starsi panowie p...