Przejdź do głównej zawartości

Jakiś dziwny ten koncert

Na koncerty chodzę dosyć często. Nie jestem jakimś wielkim znawcą i koncertowym wyjadaczem, ale od czasu do czasu, zdarza mi się bywać tu i ówdzie. Przeważnie są to koncerty rockowe, ale nie tylko. Pod hasłem „nie tylko” kryją się kapele grające reggae, punka, ale – po raz kolejny – nie tylko.


Ostatnio jednak, byłem na koncercie, który nigdy wcześniej, w moim prywatnym rankingu wydarzeń kulturalnych, nawet do kategorii „nie tylko”, na pewno by się nie załapał. Przyznaję się. Poszedłem tam tylko dlatego, że miałem darmowe zaproszenie i akurat tego dnia dysponowałem dosyć pokaźnym pokładem wolnego czasu, a dokładniej rzecz ujmując – nudziło mi się. Nazwa zespołu nic mi nie mówiła, a i opis tego wydarzenia nie brzmiał zbyt zachęcająco. Zapowiadały się takie nudy, że budzik sobie w telefonie ustawiłem, co by nie zasnąć i całej zimy tam nie przespać. Jednakże…


Nieduże miasto powiatowe niedaleko Warszawy. Dosyć spora (jak na nieduże miasto) hala widowiskowo – sportowa. W hali natomiast, ogromna (jak na dosyć sporą halę) scena. Wszystko profesjonalnie nagłośnione i oświetlone. Pod sceną nieprzebrany tłum ludzi. Zaczęło się punktualnie. Bez supportu i nudnego oczekiwania. Występ poprzedziła jedynie krótka zapowiedź. Do mikrofonu podeszła bardzo piękna kobieta i swym aksamitnym głosem, zapowiedziała zespół.


To, co się działo potem na scenie, przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Struny naciągnięte do granic wytrzymałości. Skoki, tańce, a właściwie to jakieś dziwne wygibańce były. Co chwila śpiewał ktoś inny. Ciągle wpadały tam i wypadały piękne (i niekiedy skąpo ubrane) kobiety. W pewnym momencie, na scenę wbiegł jakiś stary, łysy facet i zaczął tarzać się po podłodze, śliniąc się przy tym do młodej i bardzo atrakcyjnej wokalistki. Potem okazało się, że on też śpiewa i razem z nią, wykonuje ową piosenkę, tyle że z podłogi.


A pod sceną wcale nie było lepiej. W miejscu, gdzie zwykle na koncertach punkowych jest wykonywane pogo, zgromadzili się najwierniejsi fani. Przyjrzałem się im dosyć dokładnie i doszedłem do wniosku, że musi to być jakaś, swego rodzaju, subkultura. Wszyscy mieli siwe włosy. Wyglądało to dosyć komicznie, ponieważ stojąc obok siebie, tworzyli coś… jakby „drogę mleczną”. Przypominało to trochę oprawę meczową, którą kibice robią na stadionach.


Teksty głównie po polsku i głównie o miłości. Ale nie jakieś tam pitu pitu o uczuciach i nieszczęśliwym zakochaniu. Było o pragnieniu, pożądaniu, seksie i o życiu towarzyskim generalnie. Gdy zbliżał się wielki finał, emocje naprawdę sięgały zenitu. Za każdym razem, kiedy perkusista zaczynał mocniej walić w stopę, „siwe głowy” coraz wyżej skakały, klaskały, krzyczały i kopały w podłogę. Zespół bisował trzy razy!


Na takim koncercie w życiu jeszcze nie byłem. Wbrew pozorom, nie był to koncert kapeli rockowej. Nie wystąpili tam również ani sataniści, ani rozpustnicy i seksoholicy, ani też znani ze skandalicznych zachowań gwiazdorzy jacyś tam… Był to koncert Reprezentacyjnego Zespołu Artystycznego Wojska Polskiego pt. „Operetka Wiedeńska”.

    

Zdziwieni? Ja też byłem. I to cholernie.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Wybory, naga Indianka i bębenek

Przy okazji zbliżających się wyborów, przypomniała mi się taka oto historia. Otóż… wziąłem udział w nietypowym wiecu politycznym. Do dzisiaj nie wiem, czy to był wiec poparcia, czy też może protestu i niezadowolenia. Ale o szczegółach za chwilę. Rzecz wydarzyła się w 2007 roku w Mexico City. Osiem osób z naszej dziesięcioosobowej ekipy (z którą włóczyłem się po Meksyku przez trzy tygodnie), pojechało do muzeum Fridy. Ja i Grzesiek mieliśmy inne plany i postanowiliśmy połazić trochę po okolicy. To był nasz ostatni dzień pobytu w tym mieście i późnym wieczorem mieliśmy pojechać autobusem do Oaxaca. Z Grześkiem zakumplowałem się już na początku wyprawy. Nie znaliśmy się wcześniej. Ja byłem tuż po studiach, a Grzesiek był panem w średnim wieku. Miał żonę, syna i był właścicielem małego hotelu w Gdyni. Poza tym, zajmował się graniem na giełdzie w Tokio, Londynie i Nowym Jorku. Robił też jakieś interesy z Chińczykami. Połączyło nas wspólne zamiłowanie do włóczęgostwa (lub jak kto woli włóczy...

Billingi, rakiety kosmiczne i mariachi

Pracuję zdalnie w moim pokoju, okno otwarte na oścież bo gorąco i nagle słyszę krzyk: - Marlena! Marleeenaaa! Wyglądam przez to okno i widzę, że jakiś człowiek stoi pod naszym blokiem i się drze: - Marlenaaa! Przepraszam! No nie bądź taka! Długo to jednak nie potrwało, bo sąsiad spod 12 (pan Mikołaj) wychylił się przez balkon i w kilku niecenzuralnych słowach kazał krzyczącemu przestać. Pan Mikołaj nie jest bynajmniej kojarzony u nas ze świętością i prezentami. Jego przeszłość i wygląd budzą strach nawet u największych twardzieli (ale o tym może innym razem). Krzykacz szybko zakończył swoją nieudaną serenadę i uciekł. Zdarzenie to, nie zwróciłoby mojej szczególnej uwagi, gdyby nie fakt, że dwa dni później dowiedziałem się, za co ten krzyczący próbował przeprosić. Nie to, żebym jakoś specjalnie szukał takich informacji, ale podczas wizyty w warzywniaku, usłyszałem jak opowiadała o tym pani Kretowska. Tylko nie pomyślcie sobie, że podsłuchiwałem. Przebywając w promieniu kilku metrów od p...

Fryzjer

Byłem jakiś czas temu u fryzjera. Mały, jednoosobowy zakład w okolicznej miejscowości. Strzyżenie tylko męskie, a organizacja pracy w starym stylu. Nie ma zapisów i umawiania się na konkretną godzinę. Idziesz i czekasz w kolejce. Jak masz szczęście i jest mało osób, to siadasz na kanapie. Jak jest więcej niż cztery, to stoisz pod ścianą. Może niezbyt wygodnie, ale za to solidnie i tanio. Pojechałem tam od razu po pracy. Było już późne popołudnie, a wewnątrz cztery osoby oczekujące. Wchodzę zatem do środka i pytam: - Można jeszcze dzisiaj? Fryzjer zerknął na mnie jednym okiem (drugie cały czas patrzyło na głowę obecnie strzyżonego klienta), zmierzył mnie od dołu do góry i rzucił krótko od niechcenia: - Można. Stanąłem pod ścianą, wyciągnąłem książkę z plecaka i zacząłem czytać. Na kanapie siedział jakiś młody chłopak, wielki facet ze złotym łańcuchem na szyi oraz dwóch starszych panów (jeden z laską, a drugi bez). Młody chłopak i facet z łańcuchem patrzyli w telefony, a starsi panowie p...