Kocham Cię (po polsku). I love you (po angielsku). Ich liebe dich (po niemiecku). Я тебя люблю (po rosyjsku). Te quiero (po hiszpańsku). Ti amo (po włosku). Je t'aime (po francusku). أحبك (po arabsku). Սիրում եմ քեզ (po ormiańsku). Я цябе кахаю (po białorusku). Обичам те (po bułgarsku). 我愛你 (po chińsku). Volim te (po chorwacku). Miluji tě (po czesku). Jeg elsker dig (po duńsku). Ma armastan sind (po estońsku). Σ΄αγαπώ (po grecku). Aloha Au Ia ʻOe (po hawajsku). मैं तुम्हैं बहुत चाहता हुँ (w języku hindi). Szeretlek (po węgiersku). 好きです(po japońsku). Aš tave myliu (po litewsku). Те сакам (po macedońsku). Ngiyakuthanda (w języku ndebele). Jeg elsker deg (po norwesku). Te iubesc (po rumuńsku). Ou te alofa ia te oe (po samoańsku). Волим те (po serbsku). Techihhila (w języku Siuksów). Ljubim te (po słoweńsku). Waan ku jecelahay (po somalijsku). Jag älskar dig (po szwedzku). Seni seviyorum (po turecku). Я тебе кохаю (po ukraińsku).
I w bardzo wielu, innych językach świata... Słowa te, pragnie usłyszeć każdy mieszkaniec tej planety. Usłyszeć od osoby, którą takim właśnie uczuciem pięknym darzy. Czy, aby je z czułością wypowiadać, potrzebujemy do tego jakiegoś święta? Nie! A zatem, po co nam te walentynki i kto ich właściwie tak naprawdę nie lubi?
Oczywistym wydaje się fakt, że walentynek nie lubią osoby samotne. No bo jak tu obchodzić święto zakochanych, skoro się zakochanym wcale nie jest. Nie lubią go również ludzie nieszczęśliwie zakochani. Owszem, miłość to najpiękniejsza i najważniejsza rzecz w życiu człowieka, pod warunkiem jednak, że jest szczęśliwa, a dokładniej rzecz ujmując – odwzajemniona. W przeciwnym razie – masakra totalna, ból ogromny, smutek i nostalgia od rana do wieczora murowane.
Od jakiegoś czasu jednak, walentynek nie lubią najbardziej zainteresowani, czyli właśnie zakochani (ci szczęśliwie zakochani oczywiście). A dlaczego ich nie lubią? Ileż to już razy słyszałem, że to głupie, wymyślone przez krwiożerczych kapitalistów, święto, mające na celu napędzanie gospodarki, wyciąganie pieniędzy z biednych zakochanych i zapychanie nimi kieszeni sprzedawców serduszek, czekoladek, kwiatów, biletów do kina, misiów, wstążeczek i całego, tego, romantyczno – walentynkowego bździorstwa.
No dobra. Z tym mogę się ewentualnie jeszcze zgodzić. Ale już totalnie nie rozumiem, w czym to akurat przeszkadza, aby walentynki obchodzić po swojemu. Nie, jak nakazuje moda i witryny sklepowe dużych miast, ale jak nam podpowiada serce. Cóż to za problem, aby tego dnia, zrobić coś wyjątkowego dla swej ukochanej. Nie chodzi mi o zabranie jej do kina lub do restauracji, gdzie akurat tego wieczora przebywa 90% wszystkich zakochanych par z danego miasta i okolic. Wystarczy tylko odrobina pomysłowości oraz ułańskiej fantazji, aby wybranka naszego serca, poczuła się zupełnie wyjątkowo. (Jakby ktoś bardzo chciał, to proszę się do mnie zgłosić, a kilka patentów na fajowe walentynki mogę sprzedać. Ułańską fantazję dorzucę gratis).
A zatem… drogie panie i drodzy panowie, szczęśliwie zakochani w sobie. Nie narzekajcie na system i na wszystkie negatywne strony świąt kapitalistycznego świata. Cieszcie się tym, co macie, bo inni wam tego tyko pozazdrościć mogą. Bądźcie tego dnia razem i poświętujcie jakoś to wasze święto – święto zakochanych! Bo skoro zakochani jesteście to i szczęśliwi na pewno. A to już zawsze jakiś powód do świętowania przecież jest.
P.S.
Ostatnio dowiedziałem się, że dawno, dawno temu, symbolem miłości wcale nie było serce. Organem kojarzonym z uczuciami (a także i z seksualnością) człowieka były nerki!
Proponuję wrócić do tej starej, ale jakże zacnej symboliki. Wyobrażacie sobie pluszowe nereczki na wystawach sklepowych w walentynki?
Komentarze
Prześlij komentarz