Kilka dni temu, dosyć późnym wieczorem, stałem na przystanku i czekałem na tramwaj. Moją uwagę zwróciła pewna reklama, w dużej, bardzo mocno podświetlonej gablocie umieszczona. W centralnym punkcie plakatu, znajdowała się całkiem ładna kobieta z łyżwami na nogach. Ubrana w bardzo krótkie spodenki (właściwie to chyba majteczki), skąpy kubraczek, czerwone rękawiczki i niebieską przepaskę na głowie. Wiecie co reklamowała?
Żuravit! Kto wie co to jest? Podpowiem. Na plakacie, oprócz tej skąpo odzianej pani, były takie oto hasła wypisane: „żUravit – skoncentrowany na drogach moczowych”, „drogi moczowe bezpieczne i zdrowe”, „oddaj strzał niczym z moździerza, pozbądź się płynu z pęcherza” (nie jestem pewien, czy to ostanie hasło tak dosłownie brzmiało, ale niewątpliwie oddaje ono sens całego zamieszania).
Stałem tam, przed tym plakatem i czytałem. A, że akurat parę chwil wcześniej, kilka kufli w pobliskim pubie zostało obalonych, więc nie mogę powiedzieć, że te wszystkie hasła reklamowe, były właśnie w tamtym momencie, zupełnie dla mnie obojętne. O zgrozo! O naturo złośliwa! Co za bałwan ten plakat tu umieścił? Czy to ma być jakiś kiepski żart? I czemu do cholery, ten tramwaj tak długo nie przyjeżdża?? Aaaaaa…
No ledwo dałem radę. Na szczęście miałem do przejechania tylko kilka przystanków i wszystko dobrze się skończyło. Najpierw znienawidziłem ten cały żUravit i przeklinałem go, na czym tylko świat stoi. Ale kiedy już mi ulżyło, to pomyślałem, że jednak jest to bardzo dobra reklama. Bądź co bądź, o żUravicie jeszcze długo pamiętał będę. Dlatego też, proponuję, aby w reklamowaniu tego produktu, pójść o krok (a nawet i o dwa kroki) dalej.
Napisałem z tej okazji piosenkę. W gablotach z plakatem reklamowym, można by zamontować jakieś głośniki i cały komplet ustawiać na przystankach, w pobliżu wszelkiego rodzaju pubów, barów i różnorakich lokalów, w których złocisty trunek z pianką, jest na ogół powszechnie spożywany.
„Urynowa piosenka”
(do melodii: „Piosenka torreadora” z opery Carmen, muz. G. Bizet, czyli: „Zabiłem byka, cóż to dla mnie byk…”)
Hej posłuchajcie, cóż to jest za bit
Wziąłem żUravit siku siku sik
Mocz nie chciał lecieć, po kłopocie już
Sikam w toalecie, aż zdmuchuję kurz
Och, jak mi błogo, znów ciśnienie mam
I za żUravit wszystkie skarby dam
To nie są czary, nie magiczny trik
Łyknij żUravit siku siku sik
Ale to jeszcze nie wszystko. Proponuję również przy takim przystanku postawić Toi-Toja. Oczywiście ze specjalnym zamkiem, który otwierałby się tylko po uiszczeniu odpowiedniej (dosyć wysokiej) opłaty. Dla każdego klienta, ulotka z 10% zniżką i jedna tabletka (na wypróbowanie żUravitu) gratis.
Komentarze
Prześlij komentarz