Przyznaje się. Kiedyś zazdrościłem dziennikarzom, którzy przeprowadzają wywiady ze sławnymi muzykami. Rozmawiają ze wspaniałymi wokalistami, wirtuozami instrumentów, ludźmi podziwianymi i lubianymi przez miliony fanów. Zazdroszczę również tym, którzy rozmawiają z mniej znanymi, ale również cenionymi artystami. Po przeczytaniu kilku ostatnich (bardzo fajnych) wywiadów Grześka „Chaina” Pindora (kolegi z redakcji POPmag.pl), ja również postanowiłem z kimś porozmawiać. Przeprowadziłem wywiad z AA, czyli – Anonimowym Amatorem! Dlaczego właśnie z nim? Ano dlatego, że Anonimowy Amator, to jakby reprezentant wszystkich muzyków, którzy są amatorami i granie w zespole traktują jako hobby. Na muzyce raczej nie zarabiają, a wręcz przeciwnie, przeważnie do niej dokładają. Pomimo tego, robią to co lubią i dzielą się swoją radością z innymi. Mój wywiad z AA jest niejako rozmową z nimi wszystkimi (a przynajmniej, z jakąś częścią z nich).
- (RH) Można żyć z muzyki?
- (AA) Ja nie mogę.
- Dlaczego?
- Jestem muzykiem – amatorem. Moi koledzy z zespołu również.
- A co to ma do rzeczy? Wszyscy członkowie zespołu U2 są samoukami. Larry nawet nie umie prawidłowo grać na perkusji.
- Bo na instrumencie nie trzeba grać prawidłowo, tak jak uczą w szkole. Ale porównanie nas z U2 jest trochę nie na miejscu.
- Czyli to jednak kwestia umiejętności. Jesteście gorsi, więc nikt wam za to nie płaci?
- Na pewno jesteśmy gorsi od U2! Ale nie gorsi od innych zespołów.
- Na przykład weselnych?
- Oj. To jest zupełnie inna bajka.
- Dlaczego? Nie zagralibyście na weselu? Podobno można nieźle zarobić.
- Może i można, ale jak już powiedziałem, nie nasza bajka. Tam się gra covery, a my tworzymy własną muzykę. Piszemy teksty, które są o czymś. Chcemy coś tą naszą twórczością ludziom przekazać.
- Co takiego?
- Dla mnie muzyka, to przede wszystkim emocje. Na pewno jest mnóstwo ludzi, którzy lepiej ode mnie śpiewają i są lepszymi gitarzystami. Ale nie to jest najważniejsze. Oczywiście liczy się pewien warsztat. Nie każdy może śpiewać, czy grać na instrumencie. To znaczy, niby może każdy, ale nie każdy powinien robić to publicznie.
- Ale można się tego nauczyć? Czy to jest raczej kwestia talentu?
- Ja jestem generalnie przeciwnikiem szkół muzycznych. Oczywiście szkoły te kształcą bardzo dobrze, ale całkowicie zabijają pewnego rodzaju kreatywność. Miałem okazję współpracować z muzykami po szkole muzycznej i nie wspominam tego najlepiej.
- Dlaczego?
- Oni są jak roboty. Oczywiście zagrają wszystko co im się podsunie pod nos, czasami nawet zrobią to perfekcyjnie, ale nie potrafią wyjść poza pewne ramy. Po prostu godziny ćwiczeń, które wykonują w szkołach, sprawiają, że po pewnym czasie muzyka zaczyna ich nudzić. Zaczynają zajmować się nią z obowiązku. A po ukończeniu szkoły traktują ją dosyć machinalnie.
- Czyli lepiej grać z samoukami?
- Zdecydowanie tak. Wolę jeśli ktoś gra trochę źle, a nawet dużo gorzej, niż osoba wykształcona muzycznie, ale wkłada w to serce. Pokazuje emocje i jest kreatywny. Potrafi stworzyć coś własnego. Wolę niedoskonałą, nową piosenkę, która mimo braków warsztatowych wpływa na ludzkie emocje, niż odegrany perfekcyjnie stary utwór. O takie granie mi chodzi. Dla mnie, ma to wtedy jakiś sens.
- Mimo tego, że nic na tym nie zarabiacie?
- Zdarza się, że coś tam zarobimy. Czasami gramy za tzw. „drzwi”. Dostajemy niewielki procent ze sprzedanych biletów.
- Duże to są kwoty?
- Powiedzmy, że zwraca nam się za paliwo.
- A zostaje coś jeszcze na piwo?
- Zostaje.
- Czyli nie jest tak źle?
- Jest ok.
Komentarze
Prześlij komentarz