Tak, jak na jesieni zima zawsze zaskakuje drogowców, tak ostatnio w zimę – wiosna potrafi mocno zaskoczyć tramwajarzy.
Tramwajami jeżdżę dosyć często. Prawie codziennie. Nie to, żebym lubił, lub był jakimś pasjonatem tych pojazdów. Niezależnie od pogody i pory roku, jest to po prostu mój codzienny, podstawowy środek lokomocji. Ostatnio zdarzyło mi się jechać w jeden z takich wiosennych, już prawie ciepłych i słonecznych dni, który się nieoczekiwanie w samym środku zimy nam przytrafił.
Kiedy w takim dniu wchodzi się do tramwaju, to można się po prostu ugotować. I to na miękko na dodatek. Już na samym wejściu bucha na nas gorące powietrze i leje się nam na głowę prawdziwy żar tropików. A najgorsze w tym wszystkim jest to, że w takim nowiuteńkim, supernowoczesnym wagonie, nie można nawet otworzyć okna. Przy każdorazowej próbie, natrafiamy zazwyczaj na naklejkę, która dosyć przewrotnie i z irytującym uśmiechem informuje nas, że „pojazd klimatyzowany, prosimy nie otwierać okien”.
Być może nie znam się na transporcie szynowym i możliwe, że nie jestem w stanie tego zrozumieć, ale po jaką cholerę ogrzewanie w tramwajach ustawione jest zawsze tak samo, niezależnie od tego, czy na zewnątrz jest akurat minus dwadzieścia, czy też plus pięć stopni Celsjusza? A może ja czegoś nie doczytałem i nie wiem, że w ramach podwyżki cen biletów, ZTM zafundował swoim pasażerom darmowe usługi dodatkowe – w tym relaks w zbiorowej saunie, co by się mieszkańcy stolicy w czasie podróży trochę zintegrowali.
Uważam, że przyczyna leży zupełnie gdzie indziej. Prawdopodobnie kabina (czy jak to się tam nazywa) motorniczego ma oddzielny system ogrzewania i generalnie człowiek ów, ma w kompletnym poważaniu to, jaka temperatura panuje w pomieszczeniu za jego plecami. Włączył ogrzewanie w pierwszy dzień zimy i wyłączy w pierwszym dniu wiosny. A, że w zimę trafiają się cieplejsze dni – no trudno, takie życie i niech się biedni pasażerowie w jeżdżącej saunie gotują.
Problem ten był kompletnie niezauważalny w starych składach. Takich czerwonych, rozklekotanych, nie posiadających „ciepłych guzików” i klimatyzacji. Szkoda, że te poczciwe krążowniki warszawskich torowisk odchodzą powoli do lamusa. Ale trudno. Nie ma co narzekać. Nowe tramwaje nie są złe, a nawet dużo lepsze niż stare. Tyle tylko, że trzeba jeszcze umieć odpowiednio z nich korzystać.
Dlatego też, chciałem z tego miejsca do władz Spółki Tramwaje Warszawskie zaapelować i o wzięcie tego apelu sobie do serca prosić. Jeśli już wymieniacie tabor na nowy, niskopodłogowy i klimatyzowany, to wymieńcie proszę również motorniczych na nowsze modele. Albo (stosując nomenklaturę informatyczną), dokupcie im trochę RAM-u, bo w tych nowych składach, to się trochę zawieszają.
Komentarze
Prześlij komentarz