Przeczytałem gdzieś ostatnio, że warszawski ZTM wymyślił akcję promocyjną, zachęcającą pasażerów do nawiązywania rozmów towarzyskich w środkach komunikacji miejskiej. Pomysł nie tylko dziwaczny, ale i kompletnie nietrafiony.
Dokładniej rzecz ujmując, cały plan polega na tym, aby w metrze, tramwajach i autobusach porozkładać specjalne znaczki. Każdy pasażer, który chciałby wyrazić swą chęć do rozmowy z kimkolwiek i o czymkolwiek, przypinałby sobie taki znaczek do ubrania i wypatrywał przyszłego rozmówcy (który to również taki znaczek, miałby gdzieś w ubranie swoje wpięty). Cała akcja miałaby na celu ułatwienie ludziom nawiązywanie dialogów w czasie podróży. Dzięki temu, pasażerowie powinni być dla siebie milsi, a podróż do pracy lub do szkoły – przyjemniejsza.
Jest to jeden, wielki „pic na wodę fotomontaż”. Po pierwsze dlatego, że całe to przedsięwzięcie wymyślone zostało tylko po to, aby odwrócić uwagę pasażerów od wzrastających cen biletów i tłoku w godzinach szczytu, a po drugie… to się po prostu nie uda, ponieważ tu jest Polska, a nie USA.
Amerykanie specjalizują się w uprawianiu tzw. towarzyskiego small talk. Te z pozoru mało ważne rozmowy o niczym, w amerykańskiej kulturze odgrywają kolosalną rolę komunikacyjną. Jak się masz? Dobrze, a ty? Co tam słychać? Jak leci? Hej, co się dzieje? Tego typu zwroty (tak bardzo powszechne w USA), u nas, w stosunku do obcych ludzi, nie są kompletnie stosowane. No bo wyobrażacie sobie państwo, że wchodząc do zupełnie nieznanego sklepu z warzywami, zamiast pospolitego „dzień dobry”, mówimy do ekspedientki: „Hej, co u pani słychać”? Dlatego też, pomysł ZTM okaże się wielką klapą.
Chociaż z drugiej strony, czemu by nie spróbować? Ludzie zamiast wpatrywać się w okno pustym wzrokiem lub czytać kolejne doniesienia Super Expressu na temat rodziców Madzi, mieliby trochę rozrywki w drodze do pracy. Tyle tylko, że ja bym ten pomysł ZTM trochę zmodyfikował i podzielił pasażerów na kategorie tematyczne. Ci, którzy chcieliby rozmawiać o polityce, zakładaliby czerwone znaczki. O pogodzie – żółte. O seksie – zielone, a np. o gotowaniu – niebieskie. Wtedy może być naprawdę ciekawie. Wcale bym się nie zdziwił, jeśli któregoś dnia, w tramwaju usłyszałbym taki dialog:
- Dzień dobry! Jak często pani to robi?
- Oczywiście codziennie, proszę pana.
- Codziennie?!
- A jakże by inaczej? Bez tego nie da się żyć, proszę pana.
- No to mnie pani zaskoczyła! A z kim pani to robi?
- No ze wszystkimi, proszę pana.
- Jak to?? Ze wszystkimi??
- No to zależy kto się trafi! Wie pan jak to jest. Najczęściej z mężem, ale czasem też ktoś znajomy wpadnie. Sąsiad, koleżanka z pracy. Sporo osób się u nas przewija.
- O Boże!! A gdzie pani to najczęściej robi?
- No oczywiście, że w kuchni. Wie pan, taką dużą kuchnię mam. Jest mnóstwo miejsca. Można zaszaleć! I do tego te nowe garnki…
- Garnki?
- No tak. Gotowanie to moje największe hobby.
- Gotowanie?? Oj, przepraszam! Myślałem, że to jest zielony…

Komentarze
Prześlij komentarz