Przejdź do głównej zawartości

Czy studia to jeszcze studia?

Nie jest żadną tajemnicą, że studiowanie to nie tylko zdobywanie wiedzy i umiejętności, ale w coraz większym stopniu, po prostu biznes. Uczelnie prześcigają się w wymyślaniu nowych kierunków i specjalizacji. Tyle tylko, że w tej gonitwie w przyciąganiu studentów, doszły już chyba do granic absurdu.

Od jakiegoś czasu, notuję sobie wszystkie, nowe i nietypowe kierunki studiów: terapie roślinne, doradztwo filozoficzne, stosowana psychologia zwierząt, intensywny hów ryb i raków, oraz moje ulubione – zarządzanie parafią. Wszystkie bardzo interesujące i ultranowoczesne. Na razie chętnych studentów zbyt wielu nie widać, ale już wkrótce – kto wie?

Magistrów zarządzania i marketingu mamy już całe zastępy, podobnie jak politologów i socjologów. Ale takich, dajmy na to, doradców filozoficznych, którzy za odpowiednią sumę pieniędzy, odpowiedzą nam na, od dawna nurtujące nas pytanie „Jak żyć?”, to póki co ze świecą szukać. Albo psychologów zwierząt. A co zrobić, jeśli nasza papuga pewnego dnia, ni z tego, ni z owego, zacznie wyrywać sobie piórka? Tylko wykwalifikowany psycholog zwierząt będzie mógł udzielić jej fachowej pomocy.

Najbardziej jednak zaciekawiło mnie zarządzanie parafią. Studia są podyplomowe i skierowane przede wszystkim do księży proboszczów, zakonników oraz osób świeckich, związanych z zarządzaniem instytucjami i stowarzyszeniami działającymi w Kościele. Brzmi przekonywująco. Zastanawiałem się jednak, czego ci studenci mogą się na takim kierunku przez całe dwa semestry uczyć?

Przejrzałem program kilku (oferujących ten kierunek) uczelni i znalazłem listę przedmiotów. Niektóre wydają się nawet sensowne: pozyskiwanie i rozliczanie funduszy europejskich, finanse i rachunkowość, psychologia relacji społecznych. Być może proboszczowi taka wiedza kiedyś się do czegoś przyda. Ale logistyka chodzenia po kolędzie?

Jeśli w parafii miałeś 250 domów, a w tym roku przybyło 18 nowych, to musisz wiedzieć, że czas przejścia i odwiedzenia wszystkich rodzin, znacznie się wydłuży. Pamiętaj również o tym, że z nowymi parafianami trzeba się koniecznie odpowiednio przywitać i zaprzyjaźnić. Więcej zadowolonych owieczek, to więcej kopert uzbieranych w czasie kolędy. O tym, jak odpowiednio zagospodarować i na co wydać zawartość owych kopert, dowiecie się na następnych zajęciach z rachunkowości, które w sali 208 poprowadzi prof. Liczydło.

Może trochę przerysowuję i naśmiewam się z kierunku, który wiele osób uważa, za bardzo przydatny. Ale czy naprawdę trzeba iść na studia, żeby się takich oczywistych rzeczy nauczyć? Czy to nie powinno być efektem zwykłego, zdrowego rozsądku? Czy proboszcz musi mieć dyplom zarządzania parafią, aby sprawnie przeprowadzić kolędę? Czy naprawdę potrzebujemy dyplomowanych doradców filozoficznych, którzy będą nam mówić jak powinniśmy żyć? Czy nasze pieski, kotki, rybki oraz ptaszki, muszą korzystać z pomocy psychologa, w trudnych momentach ich zwierzęcego życia?

Chyba sam jeszcze na jakieś studia się zapiszę i trochę się dokształcę. Prawda, że mgr inż. spawacz podwodnych konstrukcji drewnianych fajnie brzmi?

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Wybory, naga Indianka i bębenek

Przy okazji zbliżających się wyborów, przypomniała mi się taka oto historia. Otóż… wziąłem udział w nietypowym wiecu politycznym. Do dzisiaj nie wiem, czy to był wiec poparcia, czy też może protestu i niezadowolenia. Ale o szczegółach za chwilę. Rzecz wydarzyła się w 2007 roku w Mexico City. Osiem osób z naszej dziesięcioosobowej ekipy (z którą włóczyłem się po Meksyku przez trzy tygodnie), pojechało do muzeum Fridy. Ja i Grzesiek mieliśmy inne plany i postanowiliśmy połazić trochę po okolicy. To był nasz ostatni dzień pobytu w tym mieście i późnym wieczorem mieliśmy pojechać autobusem do Oaxaca. Z Grześkiem zakumplowałem się już na początku wyprawy. Nie znaliśmy się wcześniej. Ja byłem tuż po studiach, a Grzesiek był panem w średnim wieku. Miał żonę, syna i był właścicielem małego hotelu w Gdyni. Poza tym, zajmował się graniem na giełdzie w Tokio, Londynie i Nowym Jorku. Robił też jakieś interesy z Chińczykami. Połączyło nas wspólne zamiłowanie do włóczęgostwa (lub jak kto woli włóczy...

Billingi, rakiety kosmiczne i mariachi

Pracuję zdalnie w moim pokoju, okno otwarte na oścież bo gorąco i nagle słyszę krzyk: - Marlena! Marleeenaaa! Wyglądam przez to okno i widzę, że jakiś człowiek stoi pod naszym blokiem i się drze: - Marlenaaa! Przepraszam! No nie bądź taka! Długo to jednak nie potrwało, bo sąsiad spod 12 (pan Mikołaj) wychylił się przez balkon i w kilku niecenzuralnych słowach kazał krzyczącemu przestać. Pan Mikołaj nie jest bynajmniej kojarzony u nas ze świętością i prezentami. Jego przeszłość i wygląd budzą strach nawet u największych twardzieli (ale o tym może innym razem). Krzykacz szybko zakończył swoją nieudaną serenadę i uciekł. Zdarzenie to, nie zwróciłoby mojej szczególnej uwagi, gdyby nie fakt, że dwa dni później dowiedziałem się, za co ten krzyczący próbował przeprosić. Nie to, żebym jakoś specjalnie szukał takich informacji, ale podczas wizyty w warzywniaku, usłyszałem jak opowiadała o tym pani Kretowska. Tylko nie pomyślcie sobie, że podsłuchiwałem. Przebywając w promieniu kilku metrów od p...

Fryzjer

Byłem jakiś czas temu u fryzjera. Mały, jednoosobowy zakład w okolicznej miejscowości. Strzyżenie tylko męskie, a organizacja pracy w starym stylu. Nie ma zapisów i umawiania się na konkretną godzinę. Idziesz i czekasz w kolejce. Jak masz szczęście i jest mało osób, to siadasz na kanapie. Jak jest więcej niż cztery, to stoisz pod ścianą. Może niezbyt wygodnie, ale za to solidnie i tanio. Pojechałem tam od razu po pracy. Było już późne popołudnie, a wewnątrz cztery osoby oczekujące. Wchodzę zatem do środka i pytam: - Można jeszcze dzisiaj? Fryzjer zerknął na mnie jednym okiem (drugie cały czas patrzyło na głowę obecnie strzyżonego klienta), zmierzył mnie od dołu do góry i rzucił krótko od niechcenia: - Można. Stanąłem pod ścianą, wyciągnąłem książkę z plecaka i zacząłem czytać. Na kanapie siedział jakiś młody chłopak, wielki facet ze złotym łańcuchem na szyi oraz dwóch starszych panów (jeden z laską, a drugi bez). Młody chłopak i facet z łańcuchem patrzyli w telefony, a starsi panowie p...