Wchodzę. I od razu zaczyna się szczytowanie. Śpieszę się, aby zdążyć do pracy. Ale ona jest nieugięta. Choćbym nie wiem jak się starał i jakie sztuczki oraz uniki próbował stosować, zawsze mnie dopada. Nieustannie. Codziennie!
Jest duszno, gorąco i tłocznie – poranne godziny szczytu w warszawskim metrze. Pierwszy raz jest na peronie stacji Wilanowska. Nie zdążę jeszcze dobrze wejść, a ona już do mnie krzyczy. Drugi raz, w wagonie. Jeszcze zanim pociąg odjedzie – ona już mnie ma. Trzeci i czwarty raz (i to jeden po drugim!) na stacji Wierzbno.
Wyciągam książkę i próbuję czytać, ale gdzie tam. Stacja Racławicka – bach, bach! Piąty i szósty raz zaliczony. A kiedy wydaje mi się, że to już koniec, że już mnie nie będzie męczyć, że kolejny raz to już przesada... Pociąg się zatrzymuje. „Stacja Pole Mokotowskie” – informuje Franciszek Pieczka. Czekam w napięciu i nagle… bum bum!! Siódmy i ósmy raz!
Stacja Politechnika. Nareszcie! Biegnę ile sił w nogach. Przy wyjściu z metra, po raz ostatni próbuje mnie dosięgnąć, ale tym razem udaje mi się uciec. Słyszę jak za mną krzyczy, ale jej głos milknie gdzieś pod ziemią i zlewa się z odgłosami wychodzącego po schodach tłumu.
Ta kobieta jest niemożliwa! Okropna! Wścibska i natrętna! Codziennie osiem razy powtarza swoim urzędniczym i pozbawionym finezji głosem: „UWAGA! W związku z budową drugiej linii metra, ruch pociągów między stacjami Ratusz Arsenał i Politechnika, jest wstrzymany. Prosimy o korzystanie z komunikacji naziemnej.”
Przejeżdżam raptem cztery stacje i w ciągu tych kilkunastu minut podróży, dopada mnie wielokrotnie. Osiem razy informuje, że „w związku z budową drugiej linii metra…”
Po co aż tyle? Przecież tego się już nie da słuchać! Zwariować można. Chyba już każdy wie, że „w związku z budową drugiej linii metra…” A nawet jeśli ktoś o tym nie słyszał, to są przecież jeszcze tabliczki informacyjne zamieszczone na peronach, a także ogromne plakaty przy wejściu. Nie sposób przegapić informacji, że „w związku z budową…”
Władze metra popadają ze skrajności w skrajność. Jakiś czas temu zupełnie zapomnieli poinformować pasażerów, że stacje Centrum i Świętokrzyska będą nieczynne o jeden dzień dłużej niż początkowo planowano. Skutek – poniedziałkowy paraliż komunikacyjny w stolicy. Teraz chyba próbują to niedopatrzenie z nawiązką odrobić.
Domyślam się, że Bufetowa ich mocno naciska, ponieważ próbuje uniknąć kolejnego skandalu. Trudno się dziwić. Ostatnio dostaje się jej dosłownie za wszystko. Za padający w Warszawie deszcz, za śmieci, za nieinformowanie… Słyszałem nawet, że ta ostatnia fala upałów, to również jest jej sprawka. Podobno pani prezydent próbuje w ten sposób osuszyć trochę atmosferę po tych ostatnich zalaniach.
No ale bez przesady! Dajcie ludziom żyć. Dla mnie, osiem razy w ciągu kilkunastu minut to stanowczo za dużo.
![]() |

Komentarze
Prześlij komentarz