Niestety. Jak donoszą wszelkie służby statystyczne, coraz mniej dzieci w Polsce wyjeżdża na wakacje. Dlaczego? Rodziców nie stać na to, aby wysyłać swoje pociechy na kolonie. Nie mówiąc już o wspólnych, rodzinnych wyjazdach wakacyjnych.
Mimo, że problem ten nie jest wcale nowy, to skala zjawiska niewątpliwie się powiększa. Dzieci nigdzie nie wyjeżdżają i spędzają swój wolny czas w domach (ewentualnie – o ile rodzice zdążą je zapisać – mogą uczestniczyć w akcjach typu „Lato w mieście”). Nieliczni szczęściarze mają możliwość wyjazdu do rodziny, która na czas wakacji, chętnie przygarnie młodego podróżnika.
A co z dziećmi, które nie mają takich możliwości? Jeśli nie kolonie i nie wyjazdy do rodziny, to co? Czy jest jakaś alternatywa na udany urlop od szkolnych obowiązków? Ano jest!
Dawno, dawno temu…
„Wodzu, wyspa jest twoja” Ryszarda Liskowackiego – ta niepozorna książka i opisane w niej przygody Bolka i Andrzeja, zainspirowały mnie i moich kolegów do zorganizowania sobie wakacji na własną rękę.
Wprawdzie w pobliżu naszego miejsca zamieszkania nie było żadnej wyspy, ale były za to tzw. „bagna”! No może bagna, to za dużo powiedziane. Ale było niewielkich rozmiarów bajorko, ukryte w środku małego zagajnika. Porośnięte wysoką trawą i kompletnie niewidoczne z dalszej odległości. Pośrodku bajorka, kilkanaście metrów kwadratowych suchej ziemi (i wydeptanej przez nas trawy), było miejscem, gdzie zbudowaliśmy nasze szałasy. Zrobiliśmy sobie łuki, strzały i spędzaliśmy tam całe dnie, polując, grając w różnego rodzaju gry i broniąc naszego małego królestwa przed ewentualnym najazdem obcych wojsk.
Być może niejeden rodzic, który akurat czyta ten felieton, popuka się teraz w czoło i powie: Panie, a gdzie ja teraz w mieście jakąś wyspę znajdę? O bagnie już nie wspominając. A nawet jeśliby się jakieś znalazło, to, że niby mój Pawełek miałby tam całymi dniami z łukiem i strzałami przesiadywać? Bez szans!! Przecież on w najnowszej wersji „Battlefielda” ma do dyspozycji karabiny, czołgi, śmigłowce, najnowocześniejsze uzbrojenie… Łuk i strzały na jakimś bagnie? Bez szans.
Trudno się z takim argumentem nie zgodzić. Czasy się zmieniają, dzieci się zmieniają, a w związku z tym, sposób spędzania wakacji też się zmienia. Jedno się tylko nie zmienia – dziecięca fantazja (która – jak śpiewały kiedyś „Fasolki” – jest od tego, aby bawić się, bawić na całego). Muszę kończyć. Kolega z podstawówki zadzwonił, że znalazł informację o zamku, w którym straszy. Jedziemy tam na wakacje z duchami.
Komentarze
Prześlij komentarz