Przejdź do głównej zawartości

Biedronka narodowa

Santiago Bernabéu, Camp Nou, Wembley, Old Trafford, Stamford Bridge, Biedronka Arena – to być może już wkrótce, nazwy najbardziej nowoczesnych (a także i najbardziej znanych) stadionów piłkarskich w Europie. Oczywiście, ten ostatni obiekt sportowych zmagań, to nic innego, jak nasz Stadion Narodowy w Warszawie.

Skąd taka dziwna nazwa? Spółka PL2012+, zarządzająca Stadionem Narodowym, szuka sponsora tytularnego. Obiekt na razie przynosi straty, więc takie posunięcie jest konieczne. Proces ten wiąże się ze zmianą nazwy, ale za to w zamian, można pozyskać niemałe pieniądze. Okazuje się, że najpoważniejszym kandydatem do tego, aby sponsorować nasz narodowy skarb, jest (mająca zawsze niskie ceny) Biedronka!

Pieniądze w sporcie to dziś rzecz normalna. Nienormalne natomiast są nazwy niektórych klubów. Wkręt-met AZS Częstochowa, AZS Metal-Fach Białystok, Bank BPS Muszynianka Fakro Muszyna, AZS Politechnika Opolska Cementowania Odra, Juvenia WAKMET Głuchołazy, Rajbud Meprozet GTPS Gorzów Wielkopolski, TSPS ANSER Siarka Tarnobrzeg – to tylko niektóre z siatkarskich ekip w naszym kraju.

Wyobrażam sobie gehennę, jaką muszą przechodzić kibice na meczach swoich, ulubionych drużyn. Bo jak tu taką AZS Politechnikę Opolską Cementownię Odrę dopingować? Co krzyczeć siedząc na trybunach? Politechnika do boju? Cementownia czadu? A może… Odra najlepsza jest!? A co będzie, jeśli krzyknie się tylko Politechnika? Czy się wtedy przypadkiem Cementownia nie obrazi i ze sponsorowania nie wycofa? Twardy beton mają ci kibice do zgryzienia.
 
Nie mają tego typu dylematów miłośnicy koszykówki w USA. Chicago Bulls, Los Angeles Lakers, New York Knicks, Miami Heat, Orlando Magic, Phoenix Suns – to od lat niezmienne (i łatwe do zapamiętania) nazwy drużyn z ligi NBA. Ale nie porównujmy. U nas nie Ameryka. Być może bez pomocy banków, supermarketów, fabryk, zakładów, elektrowni, cementowni (i tych wszystkich firm, których nazwy znamy i kojarzymy, ale kompletnie nie mamy pojęcia, czym się zajmują i co produkują), kluby sportowe w Polsce wcale by sobie finansowo nie poradziły.

Ja wszystko rozumiem. Że pieniądze, że sponsor, że to konieczne, że wolny rynek i w ogóle. Ale Biedronka Arena? Przecież to ni cholery do niczego nie pasuje! Stadion wygląda jak bocianie gniazdo. Na murawie biega reprezentacja kraju z orłem na koszulkach. No a biedronka? Nawet w bajkach nie przypominam sobie, żeby orzeł, czy też bocian kolegowali się z jakąś biedronką.

Kwestia znalezienia sponsora i zmiany nazwy ma się rozstrzygnąć w drugiej połowie bieżącego roku. Dlatego w związku z tym, chciałbym zgłosić jeszcze jedną kandydaturę. Proponuję, aby sponsorem warszawskiego stadionu został Instytut Chemii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Wtedy będzie ICHUJ Arena. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Wybory, naga Indianka i bębenek

Przy okazji zbliżających się wyborów, przypomniała mi się taka oto historia. Otóż… wziąłem udział w nietypowym wiecu politycznym. Do dzisiaj nie wiem, czy to był wiec poparcia, czy też może protestu i niezadowolenia. Ale o szczegółach za chwilę. Rzecz wydarzyła się w 2007 roku w Mexico City. Osiem osób z naszej dziesięcioosobowej ekipy (z którą włóczyłem się po Meksyku przez trzy tygodnie), pojechało do muzeum Fridy. Ja i Grzesiek mieliśmy inne plany i postanowiliśmy połazić trochę po okolicy. To był nasz ostatni dzień pobytu w tym mieście i późnym wieczorem mieliśmy pojechać autobusem do Oaxaca. Z Grześkiem zakumplowałem się już na początku wyprawy. Nie znaliśmy się wcześniej. Ja byłem tuż po studiach, a Grzesiek był panem w średnim wieku. Miał żonę, syna i był właścicielem małego hotelu w Gdyni. Poza tym, zajmował się graniem na giełdzie w Tokio, Londynie i Nowym Jorku. Robił też jakieś interesy z Chińczykami. Połączyło nas wspólne zamiłowanie do włóczęgostwa (lub jak kto woli włóczy...

Billingi, rakiety kosmiczne i mariachi

Pracuję zdalnie w moim pokoju, okno otwarte na oścież bo gorąco i nagle słyszę krzyk: - Marlena! Marleeenaaa! Wyglądam przez to okno i widzę, że jakiś człowiek stoi pod naszym blokiem i się drze: - Marlenaaa! Przepraszam! No nie bądź taka! Długo to jednak nie potrwało, bo sąsiad spod 12 (pan Mikołaj) wychylił się przez balkon i w kilku niecenzuralnych słowach kazał krzyczącemu przestać. Pan Mikołaj nie jest bynajmniej kojarzony u nas ze świętością i prezentami. Jego przeszłość i wygląd budzą strach nawet u największych twardzieli (ale o tym może innym razem). Krzykacz szybko zakończył swoją nieudaną serenadę i uciekł. Zdarzenie to, nie zwróciłoby mojej szczególnej uwagi, gdyby nie fakt, że dwa dni później dowiedziałem się, za co ten krzyczący próbował przeprosić. Nie to, żebym jakoś specjalnie szukał takich informacji, ale podczas wizyty w warzywniaku, usłyszałem jak opowiadała o tym pani Kretowska. Tylko nie pomyślcie sobie, że podsłuchiwałem. Przebywając w promieniu kilku metrów od p...

Fryzjer

Byłem jakiś czas temu u fryzjera. Mały, jednoosobowy zakład w okolicznej miejscowości. Strzyżenie tylko męskie, a organizacja pracy w starym stylu. Nie ma zapisów i umawiania się na konkretną godzinę. Idziesz i czekasz w kolejce. Jak masz szczęście i jest mało osób, to siadasz na kanapie. Jak jest więcej niż cztery, to stoisz pod ścianą. Może niezbyt wygodnie, ale za to solidnie i tanio. Pojechałem tam od razu po pracy. Było już późne popołudnie, a wewnątrz cztery osoby oczekujące. Wchodzę zatem do środka i pytam: - Można jeszcze dzisiaj? Fryzjer zerknął na mnie jednym okiem (drugie cały czas patrzyło na głowę obecnie strzyżonego klienta), zmierzył mnie od dołu do góry i rzucił krótko od niechcenia: - Można. Stanąłem pod ścianą, wyciągnąłem książkę z plecaka i zacząłem czytać. Na kanapie siedział jakiś młody chłopak, wielki facet ze złotym łańcuchem na szyi oraz dwóch starszych panów (jeden z laską, a drugi bez). Młody chłopak i facet z łańcuchem patrzyli w telefony, a starsi panowie p...