Przejdź do głównej zawartości

Niewolnik XXI wieku

Wstajesz rano i idziesz do łazienki. Patrzysz w lustro i widzisz swoją nieogoloną, twarz. Przy każdym pociągnięciu żyletki, zastanawiasz się, po co ty to właściwie robisz? Zaraz pojedziesz do pracy. Do dużego budynku – siedziby wielkiej korporacji. Dobrze wiesz, co cię tam czeka. Cała zgraja niezadowolonych klientów oraz szef, który zażądał, abyś przygotował raport na wczoraj. Starałeś się, robiłeś co mogłeś, ale przytłoczony innymi obowiązkami, po prostu nie zdążyłeś.

Kiedy zmywasz z twarzy resztki pianki do golenia, znów czujesz ten dziwny ucisk w żołądku. „Boże, żeby mnie tylko nie zwolnili” – myśli te nosisz stale wypisane na swoim czole. „Co ja wtedy zrobię? Jak spłacę kredyty? Dom, samochód… Wszystko mi zabiorą!” Nie, nie. Jakoś dasz radę. W tym tygodniu znów będziesz zostawał po godzinach. W końcu to nic wielkiego. Robiłeś to już wiele razy. Znów zrobisz więcej, niż będzie do ciebie należało. Jeśli się przypodobasz, to może cię tak szybko nie zwolnią. Może jeszcze nie teraz.

Wychodząc z łazienki, raz jeszcze kątem oka zerkasz w lustro. Widzisz ciasno zawiązany krawat na swojej szyi. Co się z tobą stało? Jeszcze niedawno byłeś taki młody i pełen życia. Miałeś wielkie plany, chciałeś zmieniać świat. Uczyłeś się i ciężko pracowałeś, żeby osiągnąć swój cel. Marzyłeś o podróżach, o szczęściu, miłości. A dziś? Wykonujesz pracę, z której korzyści czerpie zupełnie ktoś inny. Jacyś obcy ludzie, których nigdy na oczy nie widziałeś. Przyglądasz się sobie w lustrze i widzisz… niewolnika!

Jak zniewolić ludzi? W średniowieczu było to bardzo proste. Wystarczyło mieć odpowiednią liczbę zakutych w ciężką zbroję rycerzy. Być królem lub kimś w króla rodzaju (czyli posiadać jakąkolwiek władzę, z racji takiego, czy owego urodzenia) i już. Można było tworzyć prawo i go według własnego widzimisię egzekwować. Nakładać na poddanych coraz wyższe podatki i niczym szeryf z Nottingham napawać się swoją władzą i pieniędzmi (oczywiście szeryf akurat miał pecha, ponieważ w jego lesie zamieszkał niejaki Robin Hood i swoim łukiem oraz strzałami skutecznie zatruwał mu życie). W XVI wieku było jeszcze łatwiej. Wystarczyło po prostu… być białym. Specjalnie zorganizowane „przedsiębiorstwa” przywoziły niewolników wprost z Afryki. Ten kto miał pieniądze, mógł sobie takiego niewolnika po prostu kupić.

W wieku XXI nie jest to już takie proste. Ludzie Zachodu są wykształceni, oświeceni, spisali sobie prawa człowieka, a wolność, równość i braterstwo, cenią sobie podobno ponad wszystko. Ale i na to można znaleźć sposób. Chcesz mieć niewolników? Nie jednego, czy trzech, ale kilkaset tysięcy? Jeśli chcesz, to mieć możesz (jakby to powiedział mistrz Yoda).

Najpierw trzeba zagwarantować ludziom bezpieczeństwo. Zapewnić dobrobyt i życie ponad stan. Sprawić, by poczuli się dobrze. Zapomnieli o wojnach i rewolucjach, o śmierci i niepewności jutra. Ale również (tym samym) o poświeceniu, religii, patriotyzmie i własnych korzeniach. Należy pozwolić im upajać się bogactwem i dobrobytem. Niech przestaną być czujni i nieufni. Niech poczują się królami tego świata.

A potem, gdy to wszystko już zostanie osiągnięte, należy sprowokować kryzys. Koniecznie na płaszczyźnie ekonomicznej. Zresztą, nie trzeba go prowokować. Wcześniej czy później przyjdzie sam. Znamy przecież historię. Znamy mechanizmy, wiemy jak to funkcjonuje. Życie ponad stan zawsze jest tylko do czasu. Każdy kryzys ma to do siebie, że posiada swoich beneficjentów. Oni mają przewagę. Wiedzieli, że tak będzie. Teraz mogą to wykorzystać.

Wystarczy mówić nieustannie o kryzysie. Kryzysem tłumaczyć wszystkie, niewygodne posunięcia. Zwalniać ludzi z pracy. Sprawić, by poczuli niepewność jutra. Niech uświadomią sobie, że dobre czasy się skończyły. Nie będzie już bogato zastawionych stołów, wycieczek zagranicznych, obiadów w dobrych restauracjach, luksusowych samochodów, pensji zupełnie nieadekwatnych do wykonywanej pracy, drogich alkoholi, firmowych „socjali” i tego, całego poczucia bezpieczeństwa, luksusu i bezkarności. Ludzie uświadomią sobie, że wcale nie są panami tego świata. Ich „życie na kredycie” sprawi, że zaczną się bać. Kiedy pojawi się strach – to voilà.

Pomyśl o tym jutro rano, kiedy znów spojrzysz na siebie w lustro. Czy twarz, którą tam zobaczysz, nie jest przypadkiem twarzą niewolnika?

Może przyszedł czas, by się kurwa obudzić?!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Wybory, naga Indianka i bębenek

Przy okazji zbliżających się wyborów, przypomniała mi się taka oto historia. Otóż… wziąłem udział w nietypowym wiecu politycznym. Do dzisiaj nie wiem, czy to był wiec poparcia, czy też może protestu i niezadowolenia. Ale o szczegółach za chwilę. Rzecz wydarzyła się w 2007 roku w Mexico City. Osiem osób z naszej dziesięcioosobowej ekipy (z którą włóczyłem się po Meksyku przez trzy tygodnie), pojechało do muzeum Fridy. Ja i Grzesiek mieliśmy inne plany i postanowiliśmy połazić trochę po okolicy. To był nasz ostatni dzień pobytu w tym mieście i późnym wieczorem mieliśmy pojechać autobusem do Oaxaca. Z Grześkiem zakumplowałem się już na początku wyprawy. Nie znaliśmy się wcześniej. Ja byłem tuż po studiach, a Grzesiek był panem w średnim wieku. Miał żonę, syna i był właścicielem małego hotelu w Gdyni. Poza tym, zajmował się graniem na giełdzie w Tokio, Londynie i Nowym Jorku. Robił też jakieś interesy z Chińczykami. Połączyło nas wspólne zamiłowanie do włóczęgostwa (lub jak kto woli włóczy...

Billingi, rakiety kosmiczne i mariachi

Pracuję zdalnie w moim pokoju, okno otwarte na oścież bo gorąco i nagle słyszę krzyk: - Marlena! Marleeenaaa! Wyglądam przez to okno i widzę, że jakiś człowiek stoi pod naszym blokiem i się drze: - Marlenaaa! Przepraszam! No nie bądź taka! Długo to jednak nie potrwało, bo sąsiad spod 12 (pan Mikołaj) wychylił się przez balkon i w kilku niecenzuralnych słowach kazał krzyczącemu przestać. Pan Mikołaj nie jest bynajmniej kojarzony u nas ze świętością i prezentami. Jego przeszłość i wygląd budzą strach nawet u największych twardzieli (ale o tym może innym razem). Krzykacz szybko zakończył swoją nieudaną serenadę i uciekł. Zdarzenie to, nie zwróciłoby mojej szczególnej uwagi, gdyby nie fakt, że dwa dni później dowiedziałem się, za co ten krzyczący próbował przeprosić. Nie to, żebym jakoś specjalnie szukał takich informacji, ale podczas wizyty w warzywniaku, usłyszałem jak opowiadała o tym pani Kretowska. Tylko nie pomyślcie sobie, że podsłuchiwałem. Przebywając w promieniu kilku metrów od p...

Fryzjer

Byłem jakiś czas temu u fryzjera. Mały, jednoosobowy zakład w okolicznej miejscowości. Strzyżenie tylko męskie, a organizacja pracy w starym stylu. Nie ma zapisów i umawiania się na konkretną godzinę. Idziesz i czekasz w kolejce. Jak masz szczęście i jest mało osób, to siadasz na kanapie. Jak jest więcej niż cztery, to stoisz pod ścianą. Może niezbyt wygodnie, ale za to solidnie i tanio. Pojechałem tam od razu po pracy. Było już późne popołudnie, a wewnątrz cztery osoby oczekujące. Wchodzę zatem do środka i pytam: - Można jeszcze dzisiaj? Fryzjer zerknął na mnie jednym okiem (drugie cały czas patrzyło na głowę obecnie strzyżonego klienta), zmierzył mnie od dołu do góry i rzucił krótko od niechcenia: - Można. Stanąłem pod ścianą, wyciągnąłem książkę z plecaka i zacząłem czytać. Na kanapie siedział jakiś młody chłopak, wielki facet ze złotym łańcuchem na szyi oraz dwóch starszych panów (jeden z laską, a drugi bez). Młody chłopak i facet z łańcuchem patrzyli w telefony, a starsi panowie p...